2

Lato w Anglii? Dlaczego TAK?

Dziękuję za ciepłe komentarze pod ostatnią notką. Fajnie jest widzieć, że ktoś nas czyta i że rozumiecie co to znaczy mieć pasję do podróżowania!

Ostatnio zdradziłam Wam swój sekret, dotyczący tego, że na początku mojego pilockiego życia nie za bardzo przepadałam za Londynem. Żebyście nie zrozumieli mnie źle i nie pomyśleli, że za każdym razem zmuszam się do wsiadania do autokaru jadącego do Londynu – dziś postanowiłam zdradzić Wam kolejny sekret.

Oto kilka zupełnie subiektywnych powodów, dla których pokochałam Londyn i wiele innych zakątków Wielkiej Brytanii.

Klimat

Tak, wiem! Co najmniej połowa z Was pomyślała właśnie: „coooo? Jak to? Lubisz chodzić zawsze z parasolką?!?”. Moje wrażenia związane z angielskim klimatem są jednak nieco inne! Fakt! Czasem pada! Czasem pada nawet tak bardzo, że odbieram telefon w Safari Parku i słyszę po drugiej stronie: „Proszę Pani! Zgubiliśmy się w labiryncie! Jesteśmy cali mokrzy! Gdzie mamy iść?”. Plus jest jednak taki, że prawie zawsze po takim przemoknięciu wychodzi słońce i można powoli zacząć suszyć mokrą koszulkę! Kiedy obozowicze będący bohaterami wspomnianej sytuacji dotarli do autokaru – prawie już nie padało (choć nie wiem czy w tym przypadku było to akurat pocieszające… tak czy siak pozdrawiam Was jeśli to czytacie!)

cwiczenia2

Ale to nie deszcz jest tym, co w angielskiej pogodzie pokochałam. Kiedy w Polsce w grudniu wszyscy szczękają zębami i nakładają na siebie 50 warstw, żeby nie odmrozić sobie kolan – mi zdarzało się pić kawę na trawie w St. James’ Park w towarzystwie biegających wiewiórek i w otoczeniu kwitnących tulipanów. A w ostatnie lato nie zauważyłam nawet przetaczającej się przez Europę fali upałów – w Anglii nawet kiedy jest gorąco, zawsze trzeba mieć ze sobą sweter, żeby ochronić się przed delikatnym wiatrem. Rzeczywiście minus jest taki, że wychodząc rano od rodziny goszczącej nie jestem nigdy pewna jaka pogoda będzie w ciągu dnia i muszę być przygotowana na każdą ewentualność… ale czy życie w czasie wakacji nie powinno zawierać w sobie elementu przygody i zaskoczenia?

Ludzie, którzy są… sobą!

Zawsze kiedy wracam do Warszawy po dłuższym pobycie w Anglii – uderza mnie to, że tutaj każdy jest prawie taki sam. I nie chodzi mi nawet o to, że widok ludzi ciemnoskórych czy z azjatyckimi rysami jest w Polsce mniej popularny. Anglia jest po prostu pełna ludzi, których wygląd coś wyraża. Kiedyś, kiedy wysiadałam z metra w Londynie zobaczyłam na peronie młodego mężczyznę, który miał na sobie różowy garnitur, elegancki szalik, a w ręku trzymał parasolkę w stylu Mary Poppins. Stał nieruchomo i wyglądał dość zabawnie. Wymieniłam uśmiechy z innym człowiekiem, który też wysiadał z metra i szliśmy chwilę w tym samym kierunku. Powiedział do mnie: „Myślałem, że to figura woskowa”. Coś w tym było! Ale najbardziej niesamowite dla mnie było to, że ten „różowy pan” w ogóle nie przejmował się tym, co inni o nim myślą. Miał ochotę na różowy garnitur – więc go założył. Innym razem szłam wieczorem do teatru. Było mi trochę głupio, bo nie miałam czasu, żeby się przebrać, więc musiałam iść w jakichś jeansach i zwykłej koszulce. Ale w teatrze nawet nie wyróżniałam się w tłumie. Było mnóstwo ludzi w jeansach… a drugie mnóstwo w sukienkach wieczorowych! Każdy ubrany tak, jak akurat chciał, bez niepotrzebnego zastanawianie się co inni pomyślą! Anglia nieustannie uczy mnie dystansu do takich kwestii!

ludzie34

Londyński angielski

Kilka długich lat temu nie za bardzo lubiłam brytyjski akcent. Był dla mnie trochę dziwny i nie zawsze zrozumiały. Znaczna większość filmów, które oglądamy w kinach lub telewizyjnych seriali pełna jest amerykańskiego angielskiego, więc dla części z Was pierwszy kontakt z tym angielskim, który spotkać można na obrzeżach Londynu – może być zaskoczeniem. Ja też takie zaskoczenie przeżyłam. Niektórych z moich londyńskich znajomych na początku zwyczajnie nie rozumiałam. Ale dziś, kiedy pierwszy raz po dłuższym czasie słyszę włączone w autokarze angielskie radio, albo kiedy wysiadam na parkingu i zaczynam rozmowę z którąś z rodzin goszczących – nie mogę się nie uśmiechać! A kiedy płacę za zakupy w sklepie i słyszę od pracowników „Thank you, Darling”, „Yes, love” – po prostu mnie mogę się nie uśmiechnąć. I wiem, że jest to tylko zwyczaj językowy i zwykła uprzejmość… ale jest to miły zwyczaj i poprawiająca mi humor uprzejmość!

rozmowy3

Pisząc o języku, z którym spotkacie się w Londynie muszę Was jednak przed czymś ostrzec. Kiedy spędzicie na obrzeżach Londynu za dużo czasu – przejmiecie panujące tam zasady gramatyczne! A nie zawsze są to zasady akceptowane przez British Council. Kiedyś przez całe wakacje próbowałam wytłumaczyć „mojej” rodzinie, że konstrukcje takie jak „we was” niekoniecznie są konstrukcjami prawdziwie angielskimi – bezskutecznie! Zamiast tego zaczęłam się potem łapać na tym, że sama tak mówię, i to w czasie prowadzonych przez mnie lekcji angielskiego! Bądźcie więc łaskawi dla swoich nauczycieli! Może po prostu w głębi serca są oni prawdziwymi Anglikami 😉

Mam na mojej liście jeszcze kilka powodów, dla których pokochałam Anglię. Ale jak widzicie pisząc o nich nie jestem w stanie pisać krótko, więc miejsce na tę notkę właśnie mi się skończyło. Dlatego o kolejnych powodach będę pisać przy okazji innych tematów – w końcu niezależnie o czym będę tu pisać, będzie się to wiązało z jednym z najfajniejszych miejsc na naszej pięknej planecie!

Ola.

A Wy? Za co kochacie Anglię?

Podobne

Dodaj komentarz